SluchajSiebieTyToTy
Uważna

Nie chce mi się, nie mam weny

Nie chce mi się. Nie pomyślałabym, że dopadnie mnie brak weny do pisania… Naprawdę, jestem szczęśliwa, że tworzę swojego bloga. Marzył mi się dzień, kiedy usiądę do komputera i napiszę kilka tekstów jednocześnie. Chęć ich napisania była przeogromna, miałam w myślach tysiące tytułów, przychodziło mi do głowy mnóstwo tematów, jednak… brakowało mi czasu, aby te chęci zrealizować. Pewnego dnia zaczęłam się obawiać, że te wszystkie tematy zapomnę. Usiadłam więc z filiżanką kawy i zaczęłam je wszystkie spisywać. Pamiętam tę ulgę, to zadowolenie, że jestem taka poukładana, taka dobrze zorganizowana, że w swoim złotym notesie spisuję tematy, jak profesjonalistka.

Grunt to się zorganizować

Nieraz czytałam czy też słyszałam wypowiedzi blogerów dotyczące ich organizacji pracy. Opowiadali, że spisują sobie tematy i jak w pewnym momencie nie mają pomysłu, o czym napisać, sięgają do notesu i inspirują się zapiskami.

Ja spisałam swoje tematy nie tylko po to, by mieć je na zaś, ale po to by zdecydować, które tematy poruszę na blogu, zanim z nim wystartuję. No właśnie… i tutaj zaczęły się moje schody. Tych tematów wypisałam sobie 18 ! Wiem, fajnie, całkiem sporo jak na rozruszanie małego niewinnego bloga. Problem w tym, że koniecznie zapragnęłam opublikować je wszystkie w bardzo krótkim czasie. Wiem wiem, to nierozsądne. Teoretycznie przecież wiem, że trudne z pogodzeniem codziennych obowiązków, ale…

Czasami się nic nie chce i nie ma w tym nic złego

No więc, po wielu dniach „chodzenia z moimi artykułami w głowie”, wpadłam na całkiem genialny pomysł. Postanowiłam wybrać cztery tematy, opublikować bloga a resztę systematycznie dopisywać. Zdaję sobie sprawę, że przy tak „genialnym” pomyśle, to o czym napiszę za chwilkę, jest śmieszne, ale… tak sobie myślę, że to całkiem ludzkie. W każdym razie o kimś innym tak bym sobie pomyślała, a sobie żałuję słabości.

Właśnie sobie uświadomiłam, że mój pierwszy „poważny” artykuł na blogu, który ma być pozytywny, pokazuje z jakimi słabościami się mierzę;)

A miało być tak ambitnie, tak wzniośle, tak wartościowo i w ogóle…

Jak widać, nie zawsze tak jest i być może jeszcze mi się przydarzy. Jedno jest pewne. Pozostanę prawdziwa, szczera i otwarta. Będę się z Wami dzielić moimi mocnymi stronami, będę Was inspirować, ale też nie będę ukrywać, kiedy będę się mierzyć z własnymi słabościami.

Wracając do tego, co miało być śmieszne;) Kiedy już postanowiłam, że wybiorę cztery artykuły i ruszę z publikacją, stanęłam przed kolejnym problemem: które wybrać? Wszystkie są fajne, wartościowe, a właściwie nie do końca, a może bez sensu pisać o tym czy o tamtym, a już na pewno nie na początku… Pierwsze artykuły powinny być wyjątkowe… i tak dalej i tak dalej.

Ach, ten mózg. On to jest sprytny

Myśli w głowię się kłębiły, nie mogłam podjąć decyzji. Poszłam więc do kuchni i przygotowałam ryż z warzywami. Nie pomogło. Zadzwoniłam do przyjaciółki – nie mogła rozmawiać. Zadzwoniłam więc do drugiej przyjaciółki i nawet zaproponowałam jej wspólne wyjście do kina (żeby tylko oddalić od siebie decyzję o wyborze artykułów…), ale ona miała już plany na wieczór. Długo rozmawiałyśmy. Wsparła mnie w pomyśle wybrania na początek kilku artykułów aby już ruszyć i … poleciła siedzieć i pisać.

Już byłam bliska tego pisania, kiedy na telefonie pojawił się sms od trzeciej przyjaciółki. O! pomyślałam. Z nią pójdę do kina! Udało się. Nie musiałam długo jej zachęcać. Umówiłyśmy się na wieczór, więc pozyskałam świetną motywację, aby do tego czasu napisać jakiś artykuł, jakikolwiek, abym miała poczucie, że jednak już ruszyłam, że chociaż jeden dzisiaj napisałam… Nadal nie mogłam jednak wybrać sobie tematu, więc postanowiłam, że napiszę o tym, jak mi się nie chce, jak nie mam weny.

Dlatego powstał ten tekst. Poczułam ulgę. Teraz jest mi lekko. Magia. Miałam wątpliwości, czy jego publikacja ma sens. Pomyślałam jednak, że może komuś się przyda…

Jeżeli zainspiruje Ciebie ten tekst do jakiegoś działania, jeżeli dzięki niemu poczujesz, że nie jesteś sama, jeżeli po przeczytaniu zaczniesz działać, jeżeli Ci się zachce tak bardzo, jak przed chwilką Ci się nie chciało, będzie mi bardzo miło 🙂

Będzie mi bardzo miło, kiedy dowiem się, że moje „nie chce mi się” komuś się przydało.

Ściskam Cię mocno!