SluchajSiebieTyToTy
Świadoma,  Uważna

Motylem Jestem

Każda choroba ma swoje plusy.

Jeżeli chorujesz przewlekle, a w szczególności cierpi Twój układ immunologiczny, to mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Teraz Twoje życie się zmieni… Na lepsze. Będziesz miała mnóstwo okazji do zatroszczenia się o siebie. Nauczysz się słuchać siebie. Poznasz smak odpuszczania. Doświadczysz wielu nowych doznań, których istnieniu, wcześniej nie miałaś pojęcia.

O tym, że moja tarczyca choruje, dowiedziałam się pod koniec 2011 roku. Mamy rok 2020 a ja, wstyd się przyznać, dopiero od około 2 lat podchodzę do tego tematu świadomie.

Wcześniej po prostu łykałam na czczo hormon tarczycy.

Co kilka miesięcy robiłam badania krwi. Chciałam jedynie mieć pewność, że przyjmuję właściwe dawki leku i tyle. Nic więcej tak naprawdę nie robiłam. Przyjęłam do wiadomości, że jest to choroba nieuleczalna i z charakterystycznym dla mnie optymistycznym spojrzeniem na sprawę, uznałam, że wystarczy, jak będę sumiennie przyjmowała każdego ranka tabletkę. Sądziłam, że ona pomoże mi trzymać w równowadze mój organizm i tyle.

Nie mogłam się mylić bardziej.

Dopiero dzisiaj wiem, że równowagi nie zapewni mi jedna tabletka. Mam świadomość, że poprzesz szereg różnych działań, ja sama muszę zapewnić sobie równowagę, której potrzebuje mój organizm. Zastosowałam w swoim życiu wiele zmian i teraz mogę powiedzieć, że odpowiednio dbam o siebie i że nie dopuszczam do rozwoju choroby.

Są to:

  • Świadome odżywianie ( zawsze odżywiałam się zdrowo i racjonalnie, jednak okazało się, ze można jeszcze zdrowiej)
  • Dużo snu ( czasami jeszcze chodzę późno spać, ale kiedy o 6:15 dzwoni budzik, a mi się nie uśmiecha szybkie wstanie z łózka, staram się trzymać zasady by położyć się spać do 23ej)
  • Robienie sobie przyjemności, świadome cieszenie się drobnymi rzeczami ( od kawy na mieście w ulubionej kawiarni przez czytanie książki po patrzenie w niebo i cieszenie się, że wszystko inne mam zdrowe, że doświadczam życia)
  • Systematyczny ruch ( na razie jeszcze mam go za mało;)
  • Docenienie jogi ( kiedyś uważałam, że jest nudna… nie wiem, jak mogłam tak sądzić)
  • Umiejętność medytowania ( pozwala „zatrzymać się” i zresetować)
  • Regularne i częstsze badania poziomu TSH ( znajduję na to czas nawet, jeśli uważam, że mam go zbyt mało)

Wracając jeszcze, do zyskania świadomości choroby, zaczęłam patrzeć na siebie holistycznie</s trong>. Uświadomiłam sobie, że długotrwały stres, który wywołał u mnie chorobę, umiejscowił się również w reszcie mojego ciała, co spowodowało bóle, jakich wcześniej nie doświadczyłam.

Na szczęście ciało jest mądre i bardzo szybko reaguje.

Szybko mi się odwdzięcza. Wsłuchując się, zatem w siebie, już nie bagatelizuję żadnych dolegliwości i przekonuję się błyskawicznie, jak moje konkretne działania powodują pozytywne zmiany, np. godzinny basen niweluje ból placów, bioder i stóp.

Jestem ogromnie wdzięczna takim błyskawicznym efektom, gdyż one mnie motywują do dbania o siebie, do podejmowania wszystkich właściwych działań i bycia w kontakcie z samą sobą.

Przesadziłabym, gdybym powiedziała, że jestem wdzięczna za tę chorobę, ale muszę przyznać, że jej obecność w moim życiu odmieniła moje myślenie. Teraz mam większą na siebie uważność, rozpieszczam siebie, gadam ze sobą, daję sobie szansę i… nie zamartwiam się! Jeżeli w moim życiu dzieje się coś złego, jestem ciekawa, co dla mnie dobrego z tego wyniknie, czego się znowu nauczę, z czym się zapoznam, czego doświadczę.

Jestem szczęśliwa, że tak na to nauczyłam się patrzeć. Odczuwam wdzięczność.

Zdjęcie przewodnie autorstwa JÉSHOOTS. Dziękuję 🙂